Wieczorny przegląd znajomych na naszej klasie zrobiony. Znajomych- no jednych lubię bardziej, drugich mniej, a innych w ogóle. Sama konta nie posiadam. Korzystam z profilu kolegi mojego faceta. Ciekawe czy o tym wie? Jeden- wcześniejszy, nie wiedział, ale się zorietnował i hasło zmienił. I dupa. No to przeglądam te zdjęcia. Kto gorzej wyszedł, kto co studiuje, kto przytył, kto schudł, kto ma jakiego narzeczonego/narzeczoną. W ogole, przepraszam, ale wkurwia mnie ta nasza klasa niemiłosiernie. Konkurs piękności i nienawiści. Kto przy jakim samochodzie sobie fotkę trzaśnie. Z wielbłądem, może pod Tour Eiffel, albo przy Sagra de Familia. Chociaż to takie oblatane. Jak szaleć to szaleć. New York, Dubaj czy inny, jeszcze bardziej odległy zakątek świata. Albo z jakąs znaną personą, o to nigdy nie wychodzi z mody. Panny odmalowane jak te lale. Faceci z gołymi czteropakami, o ile mają. Jak nie mają, nic się nie dzieje, też pokażą. Noż kurwa jego mać. Po co 2oparo latkom konta na tym portalu snobizmu i zazdrości. Przyjaciół szukają? Z podstawówki, przedszkola, żłobka? Nie wierze w ich szczere intencje. I jeszcze jeden aspekt, który mię do białej gorączki doprowadza. Ta pieprzona walka, licytacja, kto ma więcej znajomych. Mniejsza o to, że cie człowieku raz w życiu na oczy widziałam. Dodam cie do znajomych i oboje na tym skorzystamy. Bo kto ma więcej znajomych ten jest bardziej cool, towarzyski, lubiany. Tak Moi Drodzy. To ilu masz znajomych na km naszej klasie, jest wyznacznikiem Twoich sukcesów i popularności. Tfu! To się nie godzi! Dlaczego wszyscy tak chętnie biorą udział w tym nędznym plebiscycie. Dziewcze samo sobie zdjęcia zrobi, przypozuje, mine zrobi jak trzeba, cyc uwydatni i dawaj na naszą klase. Niech patrzą, zazdroszczą.
Tfu! Tfu! i Ble!
No i ja, jako że się z tym nie godzę i nie popieram, konta nie posiadam. Ale "znajomych" przeglądam. I nie wiem, co lepsze. Być takim kryptonaszymklasistą czy z podniesioną przyłbicą stanąć do tej walki?
Ja przyłbicę pozostawię opuszczoną. Bo co innego szpiegować "znajomych", a co innego być samemu szpiegowanym. Taka ze mnie pieprzona idealistka.
Wednesday, December 17, 2008
Monday, December 15, 2008
Dziwny ten tekst...
Nie umiem śpiewać. Wprawdzie nie fałszuje jakoś arcyokrutnie, ale śpiewać jako tako nie umiem. Najpewniej czuję się w grupie/tłumie śpiewająco-zawodzących. Chociaż wiadomo, że wolałabym być solistką.
Nie rysuję. Wierutne kłamstwa: RYSUJE. Mam popisowe rysunki nawet, 3: dwa kwiatki i słonia od tyłu. Raz na wykładzie sąsiad spoglądając w moje notatki (czego on tam szuka?!) rzecze:
o! widze, że też nie masz talentu plastycznego. Przyjemniaczek, doprawdy. Dobrze, że nie jestem osamotnionym antytalenciem.
Nie pisze. Właściwie pisze. Tyle ile musze. Plus ten blog. To taka ekstrawagancja, na którą sobie pozwalam od czasu do czasu. Nie mam ambicji by mój " język wyłamywał się z powszechności". Może ambicje i są, ale styl. Stylu nie ma. A styl to człowiek podobno.
O! ale czytam! Pochłaniam druk i włóczę się pomiędzy linijkami tekstów. A jak mówił Kapuściński (Maestro): należy czytać, czytać i jeszcze raz czytać. W celach wiadomych.
I jeszcze mówię. Chociaż dużo to nawet czasami do rzeczy. Moja (nowo)mowa to efekt nie proces. W głowie mam ułożony tekst, linijka po linijce. Nie ma tam miejsca na bezdomne myśli. Nie ma miejsca na walke o każdą sylabe. Nie ma karambolów słów z trylionami ofiar.
Przecieram oczy, wyostrzam lasery. I patrze. Obserwuje. Do zapalenia spojówek. Do jęczmienia.
Nie rysuję. Wierutne kłamstwa: RYSUJE. Mam popisowe rysunki nawet, 3: dwa kwiatki i słonia od tyłu. Raz na wykładzie sąsiad spoglądając w moje notatki (czego on tam szuka?!) rzecze:
o! widze, że też nie masz talentu plastycznego. Przyjemniaczek, doprawdy. Dobrze, że nie jestem osamotnionym antytalenciem.
Nie pisze. Właściwie pisze. Tyle ile musze. Plus ten blog. To taka ekstrawagancja, na którą sobie pozwalam od czasu do czasu. Nie mam ambicji by mój " język wyłamywał się z powszechności". Może ambicje i są, ale styl. Stylu nie ma. A styl to człowiek podobno.
O! ale czytam! Pochłaniam druk i włóczę się pomiędzy linijkami tekstów. A jak mówił Kapuściński (Maestro): należy czytać, czytać i jeszcze raz czytać. W celach wiadomych.
I jeszcze mówię. Chociaż dużo to nawet czasami do rzeczy. Moja (nowo)mowa to efekt nie proces. W głowie mam ułożony tekst, linijka po linijce. Nie ma tam miejsca na bezdomne myśli. Nie ma miejsca na walke o każdą sylabe. Nie ma karambolów słów z trylionami ofiar.
Przecieram oczy, wyostrzam lasery. I patrze. Obserwuje. Do zapalenia spojówek. Do jęczmienia.
Thursday, December 11, 2008
Oda do Niego...
Gdy czuję się jak przegrana,
gdy postradam wszystkie zmysły,
gdy boję się zamknąć oczu,
gdy łzom nie ma końca,
będziesz stał przy mnie?
Gdy potrzebuje kogoś, kto mnie wysłucha,
gdy nie mogę zrozumieć świata,
gdy w samotności piję wino,
gdy chce ukryć się przed wszystkimi,
nie odwrócisz się ode mnie?
Gdy mnie zdradzasz po raz drugi,
gdy nie znajdujesz dla mnie czasu,
gdy patrzysz na nią, jak patrzeć nie powinieneś
gdy mówisz, że mnie nie potrzebujesz
nie będziesz zbyt dumny by przeprosić?
Gdy będziesz chciał mnie przytulić,
gdy zrozumiesz, że jestem wszystkim,
gdy wybaczysz, wszystkie błędy,
gdy będziesz tęsknił za moim ciepłem,
przyznasz się, że mnie kochasz?
gdy postradam wszystkie zmysły,
gdy boję się zamknąć oczu,
gdy łzom nie ma końca,
będziesz stał przy mnie?
Gdy potrzebuje kogoś, kto mnie wysłucha,
gdy nie mogę zrozumieć świata,
gdy w samotności piję wino,
gdy chce ukryć się przed wszystkimi,
nie odwrócisz się ode mnie?
Gdy mnie zdradzasz po raz drugi,
gdy nie znajdujesz dla mnie czasu,
gdy patrzysz na nią, jak patrzeć nie powinieneś
gdy mówisz, że mnie nie potrzebujesz
nie będziesz zbyt dumny by przeprosić?
Gdy będziesz chciał mnie przytulić,
gdy zrozumiesz, że jestem wszystkim,
gdy wybaczysz, wszystkie błędy,
gdy będziesz tęsknił za moim ciepłem,
przyznasz się, że mnie kochasz?
....której ON nigdy nie przeczyta
Friday, November 14, 2008
(?)
Zamilkłam. Walczę z nocnymi koszmarami.
Kiedy się kładziesz ale jeszcze nie śpisz nachodzą Cię myśli. Najróżniejsze. Najstraszliwsze.
Wieczory mnie przerażają.
Nie będę Grace Kelly, którą wszyscy pamiętają 26 lat po jej śmierci.
Kiedy się kładziesz ale jeszcze nie śpisz nachodzą Cię myśli. Najróżniejsze. Najstraszliwsze.
Wieczory mnie przerażają.
Nie będę Grace Kelly, którą wszyscy pamiętają 26 lat po jej śmierci.
Wednesday, November 5, 2008
The new day
Moje łóżko. 2x1.60 (tak mi to wygląda). Tylko w nim czuję się w pełni sobą. Jestem jaka jestem. Bez makijażu. (UWAGA!) ufryzowanych włosów. Mogę leżeć wzdłuż albo wszerz. Przeciągać się i wystawiać prawą noge spod kołdry żeby się ochłodzić.
Spoglądam na nie z tęsknotą. Już za 12h wślizgnę się do niego z powrotem. Ono kusi i nęci.
To będzie długi i męczący dzień. Na francuskim tylko trochę poskacze i poukładam usta w dzióbek. I jeszcze On nie oddał mi mojej mp3 z pozytywną muzyką na dzień cały.
I jeszcze na pewno nabawie się odcisków od nowych butów.
Oj, będzie cudnie :) Uwielbiam dni jak ten. Naprawdę!
Spoglądam na nie z tęsknotą. Już za 12h wślizgnę się do niego z powrotem. Ono kusi i nęci.
To będzie długi i męczący dzień. Na francuskim tylko trochę poskacze i poukładam usta w dzióbek. I jeszcze On nie oddał mi mojej mp3 z pozytywną muzyką na dzień cały.
I jeszcze na pewno nabawie się odcisków od nowych butów.
Oj, będzie cudnie :) Uwielbiam dni jak ten. Naprawdę!
Tuesday, November 4, 2008
W pociągu nie byle jakim
Wróciłam. Z miasta, w którym jest mój dom. Do miasta. Gdzie żyję.
Jadąc pociągiem. Długich godzin pięć. Wyjść z podziwu nie mogłam. Jak różni jesteśmy. Och uwielbiam takie podróże. Dodam, że było w czym przebierać, bo w pociągu ścisk niebywały. 8 na 8 i stacze korytarzowi z browarem tudzież petem w ręku. Cały tygiel. Misz-masz. Ludzie wszelkiego wzrostu, wagi, kultury, narodowości. Prawdziwy raj dla czujnych obserwatorów.
Persona Numero Uno (1): na oko lat 105, wózek na kółkach, bukiet liści, paczka papierosów i najświeższy Joy, bo jak sama zauważa trzeba być na bieżąco w świecie na wskroś plotkarskim. Chwali jej się. Nie chce wypaść z obiegu. Kto z kim sypia. Kto jaką wpadkę modową zaliczył. Kto który chodnik zarzygał. Żyjemy w świecie, gdzie najcenniejsza jest informacja i czas.
Persona Numero Duo: O i ta czasu nie traci. Cały czas trajkocze przez telefon. Sprawy stricte- i pseudo-biznesowe załatwia. Widać, że ambitna kobieta, która ma aspiracje pokonać szklany sufit i wywieźć paru menagerów płci męskiej na zawodowej taczce. Do boju!
Persona Numero Tres: Pan postury niebywałej. Ciekawe czy dwa miejsca wykupuje? Humor go w każdym razie całą podróż nie opuszcza, a jechał 2h dłużej ode mnie. Być może pomaga mu w tym szlachetny żubr, którego z przyczajki sączy. Aha i hitem jest to, że jak mówi to nikt go nie rozumie. I to nie z powodu alkoholu w organizmie. Wada wymowy+ szybkość to połączenia zabójcze dla każdego słuchacza.
No jest jeszcze osób conajmniej 4, które warte są opisu, ale post ten niebezpiecznie się wydłuża, więc kończę.
A w piątek kolejna długa jazda pociągiem. Nie mogę się doczekać!
Jadąc pociągiem. Długich godzin pięć. Wyjść z podziwu nie mogłam. Jak różni jesteśmy. Och uwielbiam takie podróże. Dodam, że było w czym przebierać, bo w pociągu ścisk niebywały. 8 na 8 i stacze korytarzowi z browarem tudzież petem w ręku. Cały tygiel. Misz-masz. Ludzie wszelkiego wzrostu, wagi, kultury, narodowości. Prawdziwy raj dla czujnych obserwatorów.
Persona Numero Uno (1): na oko lat 105, wózek na kółkach, bukiet liści, paczka papierosów i najświeższy Joy, bo jak sama zauważa trzeba być na bieżąco w świecie na wskroś plotkarskim. Chwali jej się. Nie chce wypaść z obiegu. Kto z kim sypia. Kto jaką wpadkę modową zaliczył. Kto który chodnik zarzygał. Żyjemy w świecie, gdzie najcenniejsza jest informacja i czas.
Persona Numero Duo: O i ta czasu nie traci. Cały czas trajkocze przez telefon. Sprawy stricte- i pseudo-biznesowe załatwia. Widać, że ambitna kobieta, która ma aspiracje pokonać szklany sufit i wywieźć paru menagerów płci męskiej na zawodowej taczce. Do boju!
Persona Numero Tres: Pan postury niebywałej. Ciekawe czy dwa miejsca wykupuje? Humor go w każdym razie całą podróż nie opuszcza, a jechał 2h dłużej ode mnie. Być może pomaga mu w tym szlachetny żubr, którego z przyczajki sączy. Aha i hitem jest to, że jak mówi to nikt go nie rozumie. I to nie z powodu alkoholu w organizmie. Wada wymowy+ szybkość to połączenia zabójcze dla każdego słuchacza.
No jest jeszcze osób conajmniej 4, które warte są opisu, ale post ten niebezpiecznie się wydłuża, więc kończę.
A w piątek kolejna długa jazda pociągiem. Nie mogę się doczekać!
Tuesday, October 21, 2008
Wykład o zabijaniu
You have two choices: kill or be killed.
Dobrze, że w obcym języku. Słowa nie są tak ostre. Treść nie tnie duszy na wskroś.
Zamach na bliźniacze wieże: 2,973 zabitych i 26 oficjalnie zaginionych.
Powstanie Warszawskie: 63dni, 10 tys. zabitych i 7 tys. zaginionych, 5 tys. rannych.
Wojna Hutu z Tutsi w Rwandzie: 500 000 Rwandyjczyków zamordowanych.
A potem kręcą filmy wojenne. Dramaty. Tragedie.
Zdjęcia zmumifikowanych ciał ofiar.
Siedzę na wykładzie i słucham. Coś we mnie krzyczy. Pojąć nie może.
Lepiej, że w obcym języku. Słowa nie są tak ostre. Treść nie tnie duszy na wskroś.
Krwawie.
Dobrze, że w obcym języku. Słowa nie są tak ostre. Treść nie tnie duszy na wskroś.
Zamach na bliźniacze wieże: 2,973 zabitych i 26 oficjalnie zaginionych.
Powstanie Warszawskie: 63dni, 10 tys. zabitych i 7 tys. zaginionych, 5 tys. rannych.
Wojna Hutu z Tutsi w Rwandzie: 500 000 Rwandyjczyków zamordowanych.
A potem kręcą filmy wojenne. Dramaty. Tragedie.
Zdjęcia zmumifikowanych ciał ofiar.
Siedzę na wykładzie i słucham. Coś we mnie krzyczy. Pojąć nie może.
Lepiej, że w obcym języku. Słowa nie są tak ostre. Treść nie tnie duszy na wskroś.
Krwawie.
Sunday, October 19, 2008
Sąsiad
A sąsiad mój z wyższego piętra (szczegółów nie znam, bo wyżej niż na 1 piętro nie dotarłam i z rozkładem lokatorów moge mieć pewne problemy).
Ten sąsiad. Z blond grzywką, spod której zalotne spojrzenia rzuca.
W czarnym trenczu. Szykownie.
Tak więc, gdy obok mnie przechodzi- a do tej pory zdarzyło się to 2 razy- zapach, który roztacza, sprawia, że cicho wzdycham z zachwytu.
I już cała jestem jego.
Tylko jeszcze nie wiem, na które piętro się udać.
Ten sąsiad. Z blond grzywką, spod której zalotne spojrzenia rzuca.
W czarnym trenczu. Szykownie.
Tak więc, gdy obok mnie przechodzi- a do tej pory zdarzyło się to 2 razy- zapach, który roztacza, sprawia, że cicho wzdycham z zachwytu.
I już cała jestem jego.
Tylko jeszcze nie wiem, na które piętro się udać.
Friday, October 17, 2008
Autumn
Wieje. I pada. Zimno.
Antydepresyjna czekolada.
Babskie pogaduchy.
Wino. Czerwone. Półwytrawne.
Byle do wiosny.
And the new story has begun.
A wczoraj na rynku za 2ojro kupiłam malinki.
No nie ma jak malinki.
O i rynek. To też nie lada atrakcja.
Nigdy nie wiadomo czy ujdzież z życiem i portfelem.
Ale malinki warte są takiego ryzyka. Oj warte.
Antydepresyjna czekolada.
Babskie pogaduchy.
Wino. Czerwone. Półwytrawne.
Byle do wiosny.
And the new story has begun.
A wczoraj na rynku za 2ojro kupiłam malinki.
No nie ma jak malinki.
O i rynek. To też nie lada atrakcja.
Nigdy nie wiadomo czy ujdzież z życiem i portfelem.
Ale malinki warte są takiego ryzyka. Oj warte.
Subscribe to:
Posts (Atom)

