Tuesday, October 21, 2008

Wykład o zabijaniu

You have two choices: kill or be killed.

Dobrze, że w obcym języku. Słowa nie są tak ostre. Treść nie tnie duszy na wskroś.

Zamach na bliźniacze wieże: 2,973 zabitych i 26 oficjalnie zaginionych.
Powstanie Warszawskie: 63dni, 10 tys. zabitych i 7 tys. zaginionych, 5 tys. rannych.
Wojna Hutu z Tutsi w Rwandzie: 500 000 Rwandyjczyków zamordowanych.

A potem kręcą filmy wojenne. Dramaty. Tragedie.
Zdjęcia zmumifikowanych ciał ofiar.

Siedzę na wykładzie i słucham. Coś we mnie krzyczy. Pojąć nie może.


Lepiej, że w obcym języku. Słowa nie są tak ostre. Treść nie tnie duszy na wskroś.

Krwawie.

Sunday, October 19, 2008

Sąsiad

A sąsiad mój z wyższego piętra (szczegółów nie znam, bo wyżej niż na 1 piętro nie dotarłam i z rozkładem lokatorów moge mieć pewne problemy).
Ten sąsiad. Z blond grzywką, spod której zalotne spojrzenia rzuca.
W czarnym trenczu. Szykownie.

Tak więc, gdy obok mnie przechodzi- a do tej pory zdarzyło się to 2 razy- zapach, który roztacza, sprawia, że cicho wzdycham z zachwytu.

I już cała jestem jego.

Tylko jeszcze nie wiem, na które piętro się udać.

Saturday, October 18, 2008

"

You better kill me before I kill you


You look good in black

"

Friday, October 17, 2008

Autumn

Wieje. I pada. Zimno.
Antydepresyjna czekolada.
Babskie pogaduchy.
Wino. Czerwone. Półwytrawne.
Byle do wiosny.


And the new story has begun.


A wczoraj na rynku za 2ojro kupiłam malinki.
No nie ma jak malinki.
O i rynek. To też nie lada atrakcja.
Nigdy nie wiadomo czy ujdzież z życiem i portfelem.
Ale malinki warte są takiego ryzyka. Oj warte.